• Wpisów:37
  • Średnio co: 53 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:38
  • Licznik odwiedzin:1 302 / 2038 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Łzy płynące po moich policzkach. Słone i gorące, aż miałoby się wrażenie, że wypalają ścieżki na moim ciele. Dlaczego płaczę? Przez życie. Nic się w nim nie układa. Tata znalazł sobie młodszą kochankę, kilka lat starszą ode mnie, co oznacza jedno - rozwód. Jak poradzi sobie z tym Nikola? Spotykanie się z ojcem raz w tygodniu nie będzie miłym doświadczeniem w jej życiu, na święta - które już za miesiąc - będą kolejne kłótnie, nowa kobieta taty, jak i on sam, będzie chciała ją przekupić licznymi prezentami. Ja i mama patrzymy na to z boku.
Na początku byłam załamana.. Ryczałam po nocach. Teraz go nienawidzę. Jest dla mnie tylko nędzną istotą, która przelewa alimenty na konto mamy. Nawet nie chcę tych pieniędzy. Gardzę nimi tak samo jak nim.
Ciągle kłótnie z Pawłem, to kolejny powód do płaczu. Ale o tym już koniec. Nie chcę o tym pisać. Lecę już pobyć trochę z Nikolą.
  • awatar Gość: Po co cierpieć? Ja nie odpowiem Ci na to pytanie, ale odsyłam do Freuda, i Tischnera, oni mają kilka słów do powiedzenia na ten temat. A ja jestem za maluczkim człowiekiem żeby odpowiadać na pytania które zadawali ludzie wybitni od tysięcy lat
  • awatar LaTuaRagazzaCattiva: Trzymaj się i pamiętaj, ze Paweł tak naprawdę jest bliską Ci osoba w której możesz mieć wsparcie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jego oczy wpatrzone w moje. Jego wargi muskające moją szyję. Jego dłoń spleciona z moją dłonią. Jego ramiona obejmujące mnie w tułowiu. Właśnie wtedy towarzyszy mi najpiękniejsze uczucie jakiego mogłam doznać. A nazywa się je miłością. Intymność, zaangażowanie i namiętność. Wtedy mamy do czynienia z miłością doskonałą. Moja miłość jest doskonała. Bo mój wybranek daje mi te trzy aspekty, nawet tego od niego nie oczekuję. Daje mi to sam z siebie. Przy nim rozkwitam, promienieję, dojrzewam. Przy nim chcę zostać już na zawsze. Kocham GO.
  • awatar Gość: Fajnie czyta się słowa osoby zakochanej, są takie lekkie i zwiewne, xD Welcome Back
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Noo! Dawno nie pisała, ale tak jakoś czasu nie mam Od 8 września jestem z Pawłem <3 Jest taki słodki i kochany, że o niczym i nikim innym nie myślę <3 Jest tylko mój.. Ten najważniejszy i najwspanialszy.. Czuły, wrażliwy, religijny (co daje mu u mnie dużego plusa), szczery, otwarty, śliczny.. Seksowny <3 Jest moim skarbem <3
Kocham go bardzoo!
Pisze takie słodkie i czułe SMSy na dobranoc, że nie idzie go nie kochać <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Paweł.. Samo to imię wywołuje u mnie gęsią skórkę, ogromny uśmiech na twarzy i kilka pięknych wspomnień.
Ostatnio zaprosił mnie do kina. Nie wiem nawet na jaki film poszliśmy Byłam tak zdezorientowana, że nic z niego nie pamiętam. Myślałam tylko o tym, że ON siedzi obok mnie. Taki piękny, pachnący, szarmancki. Taki.. Pawłowy
"Oglądaliśmy" film, kiedy poczułam, że jego ręka powoli opada na moje ramię. Dreszcze przeszły przez całe moje ciało. Przysunęłam się do niego delikatnie, prawie niezauważalnie. Na mojej twarzy pojawił się subtelny uśmiech i choć nie widziałam twarzy Pawła, to "gdzieś tam" czułam, że też się uśmiecha
 

 
Byłam u Kasi na noc
Oglądałyśmy "I że Cię nie opuszczę", kiedy zadzwonił jakiś obcy numer. Odebrałam. To był Paweł. Od 13. sierpnia zdążyliśmy się już spotkać kilka razy na mieście (przez przypadek oczywiście). Wylukałam go na Facebook'u i tak zaczęła się nasza znajomość. A wracając do telefonu.. Zadzwonił i poprosił, żebym weszła na "fejsa", bo nie ma nic na koncie..
- Nie mogę teraz, bo oglądam film.
- Jaki?
- "I że Cię nie opuszczę".
- No ja wiem.
Haha Później o czymś jeszcze gadaliśmy chwileczkę i się rozłączyłam.
Jego głos.. boski, uwodzicielski, słodki. On cały jest słodki, tak podejrzewam.. Nie żebym próbowała, choć bardzo bym chciała. Podoba mi się

* * *

Dzisiaj na obiad zrobiłyśmy sobie z Kasią i Kubą (jej sympatią, chodzą ze sobą jakoś niecały miesiąc) frytki. Objadłam się nimi na bardzo długoo
Później poszliśmy na baloty I tak nam minął cały dzień
  • awatar LaTuaRagazzaCattiva: Też ostatnio ten film oglądałam :) Widzę, że się szykuje ciekawa historia z Pawłem :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Już jest o wiele lepiej.. Zuzia i Kasia żeby mnie pocieszyć wzięły mnie, nie do klubu, ale do parku linowego.. Było super! Jak zajechałyśmy przywitał nas jakiś staruszek, ale później zawołał swojego wnuczka (MEGA CIACHOO!), który zakładał nam zabezpieczenia. Nie omieszkałam sprawdzić na plakietce jak ma na imię. Uśmiechałam się do niego i często spoglądałam w jego stronę. Paweł, bo taki brzmi jego imię, chyba również się mną interesował. Dziewczyny powiedziały, że jeszcze tam wrócimy.. I to niedługoo!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Gdy go zauważyłam ciarki przeszły po całym moim ciele, a serce zaczęło bić niespodziewanie szybkim tempem.
Podszedł do mnie, chwycił mocno za nadgarstek (od razu przypomniałam sobie tę kłótnię o jego ojca), odwrócił mnie tak bym spojrzała w jego oczy.
- Pojebało Cię?! - Wykrzyczał.
- Co? Jesteś zazdrosny o mojego kolegę? - Chciałam mu dopiec, i miałam nadzieję, że to jest jego słaby punkt.
- Gówno mnie obchodzi z kim się całujesz!
- To o co Ci chodzi?!
- Jesteś kompletnie pijana!
- I co z tego?
- Nosisz w sobie moje dziecko!
- I tak go nie chcesz!
- Nie masz zielonego pojęcia czego ja chcę! - I zwrócił się do dziewczyn - mogłyście jej bardziej upilnować skoro jesteście takimi dobrymi przyjaciółkami.
Poszedł. Wróciłam do domu. Ryczałam.
Nie jestem w ciąży. To był fałszywy alarm. Na szczęście albo niestety.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wiem, że pisałam, że prawie go zdradziłam, a wpis z wczorajszego dnia na to nie wskazuje, więc już się tłumaczę.
Rozmawiałam jakąś godzinę z dziewczynami i powiedziały, że powinnam odreagować i iść na jakąś imprezę. Długo się nie zgadzałam, a one długo nalegały, więc po jakichś piętnastu minutach kłótni w stylu "Tak! Nie!" się zgodziłam. Ubrałam moją ulubioną imprezową bluzkę, pokrytą cekinami i ulubione rurki, ułożyłam włosy, prostując jedynie grzywkę sięgającą do nosa, przeleciałam eyelinerem nad linią rzęs, użyłam tuszu i kuleczek brązujących na policzki i byłam gotowa.
Gdy weszłyśmy do klubu w powietrzu unosił się zapach piwa, papierosów i potu. Głośna muzyka od razu do mnie trafiła, ale nie byłam pewna co za utwór puszcza DJ. Po krótkiej chwili dotarło do mnie, że nie powinnam się w ogóle nad tym zastanawiać, bo wcale nie znam tej piosenki.
Podeszłyśmy do baru. Chciałam zamówić piwo, ale przypomniałam sobie o tym, że przecież mogę być w ciąży. Zamówiłam sok pomarańczowy. Upiłam łyk. Nie smakowało mi, ale cóż nie wszystko jest tak jakbyśmy chcieli.
Odwróciłam się i parłam plecami o blat baru. Patrząc na tłum tańczących ludzi przyuważyłam masę kumpli Kamila i.. Karinę, jego byłą dziewczynę. Chciałam już wyjść, ale Zuzia spojrzała na mnie "tym" wzrokiem, że już wiedziałam o co jej chodzi. Mówił: "Olej ją. Bądź silna!" - posłuchałam.
Przez pierwsze pół godziny bawiłam się dobrze.. O ile dobrą zabawą można nazwać siedzenie przy barze i zapijanie się wszystkimi soczkami jakie barman mi zaproponuje.
Poczułam czyiś dotyk na moich plecach i szept do ucha:
- A Kamila gdzie masz?
Karina!! Tylko nie to!
- Nie mam. - Wyrwało mi się (!).
- Zerwaliście? To dobrze, bo muszę Ci coś powiedzieć. - Powiedziała nie oczekując odpowiedzi. - Znowu się spotykamy.
Udawałam, że mnie to nie rusza, choć w środku kipiałam ze złości.
- Fajnie. Powodzenia.
- Dzięki. Chciałam Cię tylko przeprosić.
- Przeprosiny przyjęte.
- To ja.. lecę do niego. Paa! - I pocałowała mnie "czule" w policzek. SZMATAAA!
Odstawiłam niedopity napój (chyba arbuzowy), i poprosiłam barmana o jakiegoś mocnego drinka. Zuzia i Kasia na szczęście tańczyły, więc zdążyłam wypić parę kolejek. Nie myślałam wtedy o ciąży. W ogóle nie myślałam. Po prostu piłam.
Po kilku minutach podszedł do mnie jakiś chłopak prosząc mnie do tańca. Nie byłam w stanie określić, czy jest ładny. Poszliśmy tańczyć. Nasze ciała wirowały, splatały się w jedność, w całość, szeptałam mu coś do ucha, teraz już nie pamiętam co. Nasze tańce były przerywane pójściem do toalety i drinkiem, którego piłam ukradkiem przed dziewczynami, które były zajęte sobą. Tańczyłam z nim chyba dwie godziny. W pewnej chwili zauważyłam Kamila (pewnie jeden z jego "mądrych" kumpli mu nakapował). Szedł w moją stronę, ale kiedy nasze spojrzenia się spotkały zatrzymał się. Stał jakieś pięć metrów ode mnie i od chłopaka, którego imienia już nawet nie pamiętam.
Zareagowałam instynktownie. Pocałowałam nieznajomego z języczkiem, patrząc prosto w oczy Kamilowi. Myślałam wtedy o tym co powiedziałam mi ta dziwka i o tym, że bardzo go kocham i mogę mieć z nim dziecko, o naszych planach na przyszłość. Wszystko to rozpłynęło się gdzieś w powietrzu. Kamil patrzył mi głęboko w oczy, pokręcił głową i wyszedł z klubu. A ja? Ja natychmiast przestałam całować tego gościa i poleciałam do toalety. Siedziałam tam jakąś dłuższą chwilę. Później poprosiłam dziewczyny, żebyśmy już poszły. Zauważyły, że jestem wstawiona. Krzyczały na mnie po wyjściu z klubu, a ja momentalnie zauważyłam, że na zewnątrz czeka mój ex...
 

 
Było tak: uprawialiśmy seks codziennie, aż pewnego dnia nie dostałam okresu. Stwierdziłam, że nie będę nic na razie mówić Kamilowi, i że dzisiejszego dnia nie będzie seksu.. Trochę się zdziwił, ale znalazłam jakąś wymówkę..
Następnego dnia kiedy jednak miesiączka nie przyszła postanowiłam powiedzieć Kamilowi to, czego się obawiam..
Nie spodziewałam się jego reakcji. Myślałam, że mnie przytuli i piwie, że sobie damy radę, że może zamieszkamy razem i razem będziemy wychowywać nasze dziecko. Ona natomiast zaczął jakoś histerycznie oddychać i powtarzać wciąż, że nie jest na to gotowy i nie chce sobie "psuć życia" dzieckiem. Ja wpadłam w szał i zaczęłam wyzywać go przez łzy (teraz też płaczę, jak sobie to wszystko przypomnę). Biłam go pięściami po klatce piersiowej, a kiedy już nie miałam na to sił wybiegłam z jego mieszkania, chwytając w pośpiechu torebkę.
Na dworze było ciemno i zimno, ale wtedy się nie bałam nawet potencjalnych gwałcicieli. Nic nie byłoby gorsze od tego co przed chwilą miało miejsce.
Zaczęłam iść szybkim tempem w stronę przystanku autobusowego - zastanawiałam się wtedy, czy dałabym sobie radę jako matka? i czy nie powinnam zmienić kategorii minibloga na "Młode mamy". Czekałam tam kilka minut na autobus, który szczęśliwym trafem jechał w stronę mojego domu (choć musiałam się przesiadać dwa razy, żeby trafić na przystanek znajdujący się najbliżej mojego domu).
Otworzyłam szeroko drzwi do domu. Rodzice byli zdziwieni, że przyszłam. Ignorując ich wparowałam do swojego pokoju zatrzaskując każde drzwi jakie stały mi na drodze, te od swojego pokoju zakluczyłam. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam cicho łkać. Po jakichś dwóch minutach usłyszałam delikatne pukanie do drzwi, a po chwili troskliwy głos mamy. Pytała, czy wszystko w porządku i prosiła, żebym otworzyła drzwi. Krzyknęłam, żeby sobie poszła, a kiedy nalegała krzyczałam jeszcze głośniej, aż zrezygnowała.
Następnego dnia obudził mnie telefon od Zuzi. Nie odebrałam. Wiedziałam dlaczego dzwoni. Kiedy telefon dzwonił już chyba siódmy raz odebrałam. Rozmawiałyśmy dość długo i powiedziała, że weźmie Kasię i zaraz będą u mnie. Ogarnęłam się trochę i poszłam do toalety. Kiedy wchodziły do domu akurat zaglądałam do lodówki, chociaż wiedziałam, że nie będę mogła nic przełknąć (na szczęście podczas całej tej operacji nie napotkałam na swojej drodze żadnego z domowników).
Razem z dziewczynami poszłyśmy do "mojej przestrzeni" - nie cierpię tego określenia! - tam wszystko im opowiedziałam jeszcze raz..
 

 
Wiem, że długo nie wchodziłam, ale życie mi się wali.. Zerwaliśmy.. Wszystko przeze mnie.. Jestem głupią idiotką! Zraniłam go.. Straciłam.. I na pewno już nigdy nie odzyskam..

* * *

Leżę teraz przeglądając wszystkie nasze wspólne zdjęcia, pocierając piekący nos i policzki od wciąż płynących łez. Już jest pewne to, że nic nie będzie tak jak dawniej. Nigdy nie zapomnę tego co mu zrobiłam. To była prawie zdrada. Na jego oczach. Choć nikt mi tego jeszcze nie powiedział, to wiem, że jestem głupią egoistyczną szmatą. Chciałabym zachorować na alzheimera, czy też inne podobne choróbsko, byle tylko zapomnieć to jaką krzywdę mu wyrządziłam...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Prawie u niego zamieszkałam. Jest tam moja szczoteczka, kilka ubrań, bielizna, kosmetyczkę zawsze wożę ze sobą jak wiem, że będę u niego spać. A śpię codziennie od 3 lipca, od naszego pierwszego razu. Robiliśmy to co noc. Nie możemy się od tego uwolnić. Teraz jest więcej pikanterii niż namiętności. Gra wstępna jest prawie niezauważalna. Ja drapię go po plecach. On zaciska swoje silne dłonie na moich pośladkach i piersiach. Kiedy skończymy leżymy obok siebie cali spoceni, oddychając szybko, zbierając siły na druga rundę. Robiliśmy to już nawet w wannie i pod prysznicem. I wiecie co? Podoba mi się to. Podoba mi się to, że nie jestem już taką grzeczną dziewczynką. Taką niewinną i bezsilną.
 

 
Ach! Życie jest cudowne! Nie uważacie?
Ostatnio się dowiedzieliśmy z Kamilem, że jeden z jego przyjaciół, Jasiu, jest homoseksualistą. Cieszę się, że mam tak wyrozumiałego chłopaka. Jest ich pięciu; Kamil, Piotr (ten Zuzi), Jasiu, Marek i Dominik. No więc, kiedy się dowiedzieliśmy, że Jaś jest gejem to wszyscy się od niego odwrócili. Współczuję Zuzi, że miała problemy z uspokojeniem Piotra i przekonaniem go, że to jednak nie jest nic takiego. Kamil jednak od razu poklepał Jasia po ramieniu i szepnął mu kilka słów otuchy. Marek i Dominik się już do niego nie odezwali wyrzucając jedynie z siebie sława obelgi na ten temat, później wyszli z krzywymi minami.
Nasza piątka - ja, Kamil, Zuzia, Piotr i Jasiu - została w mieszkaniu geja. To nie brzmi aż tak źle.
Dlaczego chłopacy mają do niego takli niesmak?
Gdyby się dowiedzieli, że - przykładowo - ja i Zuzia jesteśmy lesbijkami, to byliby "podjarani" i chcieliby, żebyśmy się od razu przy nich pocałowaly. Dziwny tok myślenia, prawda?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Więc chyba czas, żeby wam zdać relacje z wczorajszego wieczoru.. i nocy.
Rodzice zjawili się w domu trochę do dwudziestej drugiej, przystawka była już gotowa. Byli nieco.. zaskoczeni. Ostatecznie zasiedli, naprzeciwko siebie przy stole w jadalni, na którym były rozsypane płatki róż, stały cztery świece w świeczniku, sztućce, talerze i kieliszki do wina oraz różnego rodzaju dekoracje. Podano do stołu; przystawkę i wino. Ja robiłam za kelnerkę, a Kamil za kucharza. Muszę przyznać, że po wczorajszym wspólnym gotowaniu nasze więzi się zacisnęły. Bardzo jestem zadowolona z tego powodu, bo chyba dzięki temu nasza noc była... Zaraz! Na razie o rodzicach.
Oczy im się świeciły, ale nie od świec, a od miłości do siebie. Przynajmniej taka jest moja opinia na ten temat.
Wcześniej z Kamilem wyszperaliśmy piosenki z ich młodości - nie było to trudne, bo tata wszystkie płyty schował w garażu - i puściliśmy je, przy niektórych dało się słyszeć rozmarzone "Och!" mojej mamusi.
Po jakimś czasie zabrałam ze stołu puste talerze i przyniosłam danie główne. Dolałam im wina. Nie odzywałam się w ogóle, mając na warzy tylko skromny uśmiech zadowolenia.
Następnie dodaliśmy deser. Wręczyłam im album. Wzięłam swoje rzeczy, by móc nocować w kawalerce Kamila, pocałowałam w policzek mamę i tatę, pożegnałam się z nimi i życzyłam dobrej nocy.
Nie wiem co się później działo.

* * *

U nas było.. wspaniale.
Zajechaliśmy tam może o północy. Byłam padnięta, ale nie dałam tego po sobie poznać.
Kamil włożył do wierzy jakąś płytę. Rozbrzmiewała cicha i powolna muzyka.
- Zatańczymy? - Uśmiechnął się figlarnie, podnosząc czarująco jedną brew i wyciągając do mnie prosząco prawą dłoń.
Skinęłam, chwytając jego rękę. Leciała jakaś polska piosenka. Nie wiem o czy dokładnie śpiewał wokalista, ale Kamil patrząc mi prosto w oczy zaśpiewał powolutku, zgodnie z melodią, refren:
- Kocham Cię.. Kocham Cię.. Kocham Cię..
Pocałowaliśmy się. To był tylko cmok w usta.
Następna piosenka była nieco wolniejsza. Przytuliliśmy się do siebie. Całowałam go delikatnie po szyi. Kamil okręcił mnie tak, że stałam do niego tyłem. Jego ręce znalazły się na moim brzuchu, a usta przy moim prawym uchu. Znów bawił się w piosenkarza. Kiepsko mu to wychodziło, ale było to takie słodkie i piękne.
- Zawsze tam, gdzie Ty. - Wyszeptał, otulając moje ucho i szyję ciepłym oddechem. Przeszły mnie ciarki po całym ciele.
Mój ukochany zaczął brać włosy z mojej szyi, odsłaniając ją i całować mnie po niej.
- Powinniśmy się już kłaść. - Wyrwało mi się z ust nim zdążyłam się zorientować. - Pójdę się pierwsza umyć. - I przerwałam taki piękny moment. Głupia!
Zaniosłam swoje rzeczy do sypialni i poszłam wziąć prysznic. Zaraz po mnie Kamil uczynił to samo.
Gdy wyszedł.. wyglądał... bosko, zniewalająca, jednym słowem: seksownie. Miał na sobie tylko bokserki. Włosy miał mokre, i to z nich po jego wyrzeźbionej klatce piersiowej spływały małe stróżki wody. Kusił mnie. Bardzo. Ale ja też jestem sprytna! Za moją piżamę robił zwykły T-shirt z napisem "Od jutra będę grzeczna", pod którym miałam tylko majtki. Sama koszulka sięgała zaledwie za pupę.
Zgasiliśmy światło i położyliśmy się. Przytuliłam się do niego, do jego nagiego torsu. Jego ręka powędrowała na moją talię. Leżeliśmy tak przez chwilę.
- Fajnie było dzisiaj, co nie? - Zaczęłam rozmowę.
- Yhymm. - Jego ręka wodziła po moim brzuchu. Nie odważył się jednak włożyć jej jeszcze pod koszulkę. Moje palce zaś błądziły po jego "klacie", zataczałam na niej kółka i zygzaki.
Podniosłam głowę, by na niego spojrzeć.
- Dziękuję, że mi pomogłeś. - Pocałowałam go czule w delikatne usta.
- Nie ma za co, aniele. - Zaszczycił mnie swoim perlistym uśmiechem.
Poczułam, że jego dłoń dotyka mojego uda, a później podnosi się z powrotem ku górnej części mojego ciała, tym razem bezpośrednio dotykając mojej skóry, pod koszulką. "Masował" delikatnie mój brzuch. Kiedy ja całowałam go po szyi i barku jego ręka powędrował wyżej, widząc, że nie protestuje co zdarzało mi się dość często, Kamil dotknął mojej piersi. Zaczęłam go całować. Namiętnie, z języczkiem. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam całować go powtórnie po szyi, barku, później po klatce piersiowej i po brzuchu. Podniosłam się i zdjęłam koszulkę, odsłaniając piersi. Wtedy on usiadł i zaczął mnie całować. Nie wiem jak to się stało, ale role się odwróciły i teraz on był na górze.
- Jesteś tego pewna? - Szepnął mi pytanie do ucha.
- Tak. Chcę tego. - Odpowiedziałam również szeptem.
Wtedy całował mnie w te same miejsca co je przed momentem jego. Zdjęliśmy swoje "ubranie" do końca, aż byliśmy już zupełnie nadzy.
Stało się. Było cudownie! Nie będę was już bardziej wtajemniczać. I tak wiecie już za dużo.
Papa..
Ta Szczęśliwa.
  • awatar LaTuaRagazzaCattiva: Jejciu i narobiłaś mi smaka. A jeszcze chwilę temu myślałam, że przydałby mi się jakiś facet. Tu i TERAZ :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś rocznica rodziców. Musi być idealnie.
Wszystko już jest gotowe; album ode mnie i Nikoli, świece zakupione, kolację robimy razem z Kamilem (oboje lubimy i - chyba - umiemy gotować ), Nikosia zawieziona do babci. Rodzice wracają z pracy o dwudziestej drugiej więc zdążymy.Będzie pięknie.
Wracam do kuchni
Papa ;**
 

 
Tak, wiem - znowu was zaniedbałam..
Pogodziliśmy się z Kamilem, chociaż na pewno nie jest tak jak kiedyś. Tulimy się odrobinę mniej. Czuję przy nim lekkie skrępowanie.. Ale mniejsza z tym.
Nikola strasznie się cieszy, że ma już wakacje. Miała średnią 5.21 i kilka razy musiała wychodzić na środek sali po wszelkiego rodzaju wyróżnienia; za udział w konkursach, uczęszczanie do szkolnego koła PCK, bibliotecznego itp. Dzisiaj zażyczyła sobie, żebyśmy wraz z Kamilem wzięli ją nad jezioro. Wytłumaczyliśmy jej, że jest na to za zimno, woda pewnie jeszcze nie przekwitła, i że lepiej będzie jak pojedziemy na basen. Ostatecznie przystała na naszej propozycji. Jedziemy za godzinkę. Kamil ma być za trzydzieści minut. Jestem już uszykowana, wiec pozwalam sobie na to, żeby tu posiedzieć.

* * *

Rodzice za trzy dni mają dwudziestą drugą rocznicę ślubu. Moje plany poszły w ruch. Wykradłam ich listy i zdjęcia z młodości, i zaczęłam się zastanawiać, co powinniśmy im ugotować. Na pewno jakieś afrodyzjaki.
Znajdą się tam:
- na przystawkę selerowe chipsy
- na danie główne owoce morza (np. ostrygi) oraz szparagi
- na deser pyszne owoce (np. banany, awokado) oraz truskawki w czerwonym winie
- do picia szampan lub wino
Co wy na to?
U babci już załatwiłam, żeby przenocowała Nikosię. Ja jak już wspomniałam będę spała u Kamila. Może też powinnam zrobić nam taką kolację?
Lecę.
Papa
 

 
Napisał. Nie wiem czy powinnam się cieszyć z tego powodu, czy płakać przypominając sobie przez co musieliśmy przejść.
Kamil: "Przepraszam, aniele. Zachowałem się jak zwykły skurwiel. Nie odzywać się przez 10 dni. Jestem wrażliwy na temat ojca. Nie chciałem Cię zranić, i nie zdziwię się jeśli nie odpiszesz na tego esemesa. Wiedz, że Cię kocham, i zawsze będę kochać."
Ja: "To naprawdę bolało!"
Kamil: "Wiem. To musiało naprawdę boleć. Za mocno Cię chwyciłem."
Ja: "Nie chodzi o to. Tylko o to, że mi nie chciałeś zaufać. Nie dałeś się dotknąć, dać poczuć żar Twojego ciała. Nie chciałeś żebym poczuła się bezpieczna. Nie chciałeś się mną zaopiekować, tak jak to robiłeś to tej pory."
Kamil: "Przepraszam. To już się więcej nie powtórzy."
Ja: "A co jeśli się jednak powtórzy? Co jeśli uderzysz mnie mocniej? Albo zadasz inne, niewidoczne dla oczu, ale wyczuwalne przeze mnie rany? Wiem, że Cię to zaboli, ale nie ufam Ci już aż tak."
Kamil: "Ale to przecież ja. Jeśli tylko chcesz mogę przyjechać i porozmawiamy w cztery oczy."
Ja: "A dlaczego nie przyjechałeś wcześniej?"
Kamil: "Musiałem przemyśleć swoje zachowanie, a poza tym nie wiedziałem, czy będziesz chciała na mnie patrzeć."
Ja: "Chciałam, każdego dnia. Ale każdego dnia coraz mniej."
Kamil: "A chcesz widzieć mnie teraz?"
Ja: "Nie wiem."
Niem zdążył odpisać napisałam:
"Przejedź."
I czekam teraz na niego. Płacząc. Szlochając. Nie wiem co mam o tym myśleć. Kończę i ogarnę trochę w pokoju, nim Kamil przyjedzie i zobaczy ten bajzel.
Papa...
 

 
Tyle dni minęło, a tu wciąż cisza.
 

 
Już wróciłyśmy. Nie wiem od czego zacząć. Może od początku? Może powinnam wam najpierw powiedzieć o co się właściwie pokłóciliśmy?
Nie odzywałam się do niego przez pięć dni. Wiedział gdzie jestem, ale nie chciał do mnie przyjeżdżać. Nie chciał mnie przepraszać. Nie musiał. To ja powinnam zrobić pierwszy krok, aby się z nim pogodzić.
A poszło o jego ojca... a właściwie o jego brak.
Zabrał mnie nad stawek. Nie w celu łowienia ryb, tak tylko, żeby posiedzieć. To było w jego stylu.. a raczej jest. Dlaczego mówię o nim w czasie przeszłym? Nie chcę tego. Chcę czas teraźniejszy.
Siedzieliśmy przytuleni.
- Skąd znasz takie miejsca? - Pytam.
- Czy to ważna? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. Czułam, że chce uniknąć odpowiedzi.
- Dla mnie tak. Widzę, że jesteś przywiązany do tego miejsca.
Milczenie.
- Tata mnie tu kiedyś przyprowadzał. Jeszcze zanim.. - Przerwał. Widziałam jakie to było dla niego trudne, ale nic o nim nie wiedziałam.
- Zanim co?
- Nie ważne.
- Nigdy mi nic o nim nie mówiłeś. - Brzmiało to bardziej jak pytanie niż stwierdzenie faktu.
- Bo nie warto. - W jego głosie szło wyczuć nutkę żalu i gniewu.
- Jaki był?
Kolejne milczenie. Tym razem dłuższe. Myślałam, że może nie usłyszał mojego pytania. Już chciałam je powtórzyć, kiedy Kamil przemówił.
- Normalny. Zabierał mnie tutaj i uczył łowić ryby. Masz rację jestem przywiązany do tego miejsca. Łączą się z nim jedne z nielicznych, miłych wspomnień.
- Był złym ojcem?
I znowu ta cisza. Tym razem już wiedziałam, że Kamil po prostu przyswaja moje pytanie i ostrożnie zastanawia się nad odpowiedzią.
- Tak. Do czasu, aż zaczął pić i bić mnie i mamę.
- Tak mi przykro. - Czułam się głupio wypowiadając te słowa. Nie wiedziałam co innego miałabym powiedzieć.
- Byłem taki mały. Bezradny. Bezsilny. Bezbronny. - Mówił szeptem, ledwie słyszalnie, bardziej do siebie niż do mnie. Widziałam jak to oczu napływają mu małe ilości łzy.
- Już dobrze, Kochanie. - Pogładziłam go po policzku.
- Nie jest dobrze. - Prawie krzyknął. Aż się wzdrygnęłam. - Na pewno mogłem coś zrobić, by go powstrzymać. Mama nie musiałaby cierpieć!
- To nie Twoja wina. Byłeś dzieckiem.
- A skąd Ty możesz to wiedzieć?! - Zerwał się na równe nogi. Łzy spływały mu po policzkach. Widok był tak bolesny, że aż mnie samej zaczął napływać do oczu słony płyn.
- Uspokój się. - Wstałam i chciałam go przytulić, ale odsunął się ode mnie o krok.
- Nie mów mi co mam robić! On też tak mówił, a raczej rozkazywał: "Uspokój się! Uspokój się!" - Przedrzeźniał swojego ojca.
- Już dobrze. Nie bę...
- Nie jest dobrze! - Przerwał mi. - To wszystko ciągnie się za mną latami. I już mnie nie zostawi. Jakbym go teraz spotkał zabiłbym go za to co zrobił mamie!
- To dlatego jesteś teraz taki opiekuńczy? Żeby już nikogo nie mogło spotkać coś podobnego? - Spojrzałam na niego wkurzona, że nie pozwala się dotknąć, poczuć swojej bliskości. - Takie rzeczy zdarzają się na całym świecie. Nie jesteś w stanie temu zapobiec.
- Ale jestem w stanie sprawić, żeby matka była szczęśliwsza, i żeby już nie cierpiała.
- Ale ona już nie potrzebuje Twojej pomocy. Już się od niego uwolniła. - Nadal próbuję go przytulić. Już prawie mi się to udało, kiedy mnie chwyta za nadgarstki i wykręca je dziwnie. - Aua! To boli. - Szepczę.
- Gówno wiesz. To nawet nie jest ból. - Pierwszy raz usłyszałam w jego głosie taki wstręt. Do mojej osoby? Czy raczej do ojca?
- Puść.
Puścił. Odwrócił się i poszedł. Na szczęście wiedziałam jak trafić do domu, nie było to za daleko, i nie było zbyt ciemno.
Poszłam pieszo. Sama. Ze łzami w oczach i na policzkach. Czując wciąż jego silne dłonie zaciśnięte na moich nadgarstkach.
Po co pytałam? Co mi to dało? Jakby chciał to opowiedziałby mi sam, prawda? Ja to z niego wydusiłam. Ja powinnam przeprosić. Chociaż on też. To naprawdę bolało.
 

 
Straszny ból głowy.. To kac.. Próbowałam zapić smutki. Chyba mi nie wyszło, bo wciąż o nim myślę. Czuję jakby głowa miała mi zaraz eksplodować. Wybuchnąć. Rozsadzić czaszkę. Ból nasila się kiedy myślę o Kamilu...
Papa :-(
 

 
Cały tydzień okropny! Pokłóciliśmy się z Kamilem :-(
Żeby od niego odpocząć Kasia i Zuzia wzięły mnie pod namioty. Niby nic mi to nie pomaga, ale trochę się dzisiaj dzięki nim uśmiechałam. Później wam napiszę o co poszło.
Paa...
 

 
Chyba nikt nie lubi poniedziałków, nie? Ale dzisiejsze dzisiaj mi się podobało.
Kamil odebrał mnie z miasta; byłam na zakupach, ale i tak nic ciekawego nie kupiłam, prócz stroju kąpielowego i okularów przeciwsłonecznych na spontaniczny wyjazd pod namiot, nad jedno z jezior niedaleko Poznania.
Podjechał pod chodnik, przechylił się nad siedzeniem pasażera otwierając mi drzwi. Wsiadłam i uderzyło we mnie ciepło jakie panowało w samochodzie. Oboje jesteśmy ciepłolubni, więc zamknęłam pospiesznie drzwi od samochodu, żeby ten cały żar jaki towarzyszył mojemu ukochanemu nie uciekł, bojąc się, że Kamil mógłby uciec wraz z nim.
- Hej, Skarbie! - Krzyknęłam entuzjastycznie. Wyjęłam z torebki okulary i je założyłam. - I jak? - Zapytałam odwracając głowę w jego stronę.
- Nooo! Jest pięknie. Ty we wszystkim wyglądałabyś pięknie.
- Nawet w stroju tych kobiet z zespołu "Jarzębina"? - Uniosłam brew wyzywająco.
- Oczywiście! Co jeszcze kupiłaś? - Zapytał zaglądając mi do torby.
- Strój kąpielowy. - Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu, i wyjęłam dwuczęściowy strój kąpielowy, w niebiesko-białe poziome paski.
- No, to go też zaprezentuj. - Uśmiechnął się szeroko.
- Poczekaj, zaraz. - I udawałam, że mam zamiar ściągnąć koszulkę. Wtedy jakiś przechodzień się zatrzymał i patrzył na mnie z osłupieniem. Kamil musiał to zauważyć, bo szybko odparł:
- Albo wiesz co? Pokażesz mi się w tym w domu... - Udawałam, że nie rozumiem, więc dopowiedział. - będzie intymniej.
- Okay. Ale o czymś chyba zapomniałeś. - Spojrzałam na niego mrużąc oczy, a następnie założyłam ręce na piersiach i odwróciłam głowę w drugą stronę, udając, że jestem obrażona; musiałam powstrzymywać się, żeby się nie śmiać, bo gra aktorska wychodzi mi kiepsko.
- O czym?
Odwróciłam gwałtownie głowę w jego stronę. Nie ukrywam, że ujrzałam nutkę strachu i niepokoju w jego oczach, mimo to powiedziałam:
- Nawet się ze mną nie przywitałeś! - Krzyknęłam, prawie się śmiejąc. - Ty Świnio! - Odwróciłam głowę tak, by nie widział jak się śmieję pod nosem.
- Chciałem Cię zaatakować niespodziewanie, rzucając Ci się z ustami do szyi. - Chociaż na niego nie parzyłam, to czułam, że się uśmiecha.
- To dlaczego tego nie zrobisz? - Zapytałam. Moja powaga mnie zaszokowała. Patrzyłam za okno, na wystawę sukien ślubnych w jednym ze sklepów.
Wtedy Kamil rzucił się na mnie chwytając moją twarz w swoje delikatne dłonie. Odgarnął mi włosy z szyi i zaczął udawać, że mnie gryzie, całując mnie. Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam znieść tych łaskotek. Podciągałam kolana do piersi i śmiałam się w niebo głosy. Przyuważyłam kątem oka, że jakaś babcia czekająca na autobus patrzy na nas z wytrzeszczonymi oczyma.
- Przestań! Proszę! Już starczy! Patrzą się na nas! - Nie przestawał.
- A niech patrzą. - I kontynuował.
- Kamil! - Krzyknęłam nieco poważniej. Moja stanowczość zadziałała. - Daj mi po prostu buzi.
- Buzi? I tyle?
- Yhymm.. - Mruknęłam zbliżając twarz ku jego twarzy. Pocałowaliśmy się namiętnie. Nie przejmowałam się już, tym, czy ta babcia patrzy, czy nie.
- No. Ruszajmy.
I ruszyliśmy do kawalerki Kamila; postanowiliśmy, że ten dzień spędzimy u niego, tym razem faktycznie w domu, a nie tak jak, to miało miejsce w sobotę.
Zajechaliśmy i zmierzyliśmy od razu do kuchni, by zrobić popcorn.
- Gdzie jest kukurydza? - Zapytałam.
- W szafce, tam, u góry. - Powiedział, wskazując podbródkiem szafkę koło lodówki.
Stał obok mnie - jakieś 70 centymetrów dalej - oparty o blat, z założonymi rękoma na klatce piersiowej. Patrzył w zamyśleniu za okno.
Sięgając po - wysoko umieszczone - pudełko z kukurydzą przeznaczoną do jej prażenia, czułam jego wzrok na całym moim ciele, a w szczególności na odkrytym brzuchu. Nim zdążyłam się zorientować chwycił mnie za niego swoją ciepłą dłonią, i przyciągnął do siebie tak, że staliśmy teraz twarzami do siebie. Odłożyłam puszkę na blat za nim i objęłam go dłońmi za szyją splatając ze sobą palce. Jego ręce znajdowały się na moim brzuchu, pod koszulką. Zataczał kciukami kółka w okolicy mojego pępka. Patrzył mi prosto w oczy, uśmiechając się przy tym figlarnie. Odwzajemniłam jego uśmiech unosząc kusząco brew. Dłońmi powędrował do moich pleców, nadal pod koszulką. Jego dłonie były tak przyjemnie ciepłe, że nie chciałam, żeby przestawał wodzić nimi po moim ciele. Znalazły się odrobinę wyżej. Czułam jak palcami dotykał zapięcia mojego stanika. Nie przerywałam mu, ale i tak go nie odpiął. Nie wiem, czy czułam rozczarowanie, że tego nie zrobił, czy radość, że mnie tak szanuje. Jego delikatne jak jedwab dłonie zsunęły się z powrotem niżej, chociaż jedna przesuwała się dalej, zatrzymując się na chwilę na moim pośladku, biegnąc przez udo. Ugięłam nogę w kolanie i uwiesiłam mu ją na biodrze. Powędrował ręką ku zgięciu w mojej nodze. Chwycił ją silną dłonią i przechylił mnie do tyłu, sprawiając, że "zawisam" w powietrzu. Patrzył mi głęboko w oczy.
- Tak bardzo Cię kocham. - Powiedział. Czułam jakby ręce już mu drżały od mojego ciężaru.
- Jak bardzo?
- Bardzo, bardzo. - Zbliżył usta do mojego ucha. - Jestem z Tobą bardzo szczęśliwy. - Wyszeptał.
- To mnie w końcu pocałuj. - Odpowiedziałam również szeptem.
Spojrzał mi głęboko w oczy. Ja w jego widziałam szczerość. Czułam się przy nim taka bezpieczna.
Pocałował mnie namiętnie. Bardzo namiętnie. Chyba bardziej niż kiedykolwiek.
Później zrobiliśmy popcorn i obejrzeliśmy "Jeszcze raz"; oboje jesteśmy fanatykami kina polskiego. Mam szczęście, że Kamil nie zrzędzi jak chcę oglądać komedię romantyczną tylko siedzi posłusznie u mojego boku i patrzy z fascynacją na każdą moją reakcję podczas oglądania filmu. Mówi, że w ten sposób mnie poznaje i dowiaduje się co mi się podoba.

* * *

Zaraz zejdę z pingera, dojem rogalika, którego nie miałam już siły zjeść i pójdę biegać. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Wczoraj biegałam. Czułam się nieziemsko kiedy tak biegłam. Jedynym moim towarzyszem była muzyka. Ona, ona i tylko ona może być przy tym jak się męczę. Zeszłego wieczora kiedy poszłam biegać uświadomiłam sobie w jakiej kiepskiej jestem kondycji. Musiałam przystawać co kawałek i robić skłony, by przeszedł mi ten niewiarygodny ból kolki. W sumie mogłam przebiec - w tym przemaszerować w momentach kiedy już nie miałam siły - jakiś kilometr. Mam nadzieję, że dzisiaj będzie lepiej.
Nigdy bym nie pomyślała, ale czułam się fantastycznie, dlatego, że sama wpadłam na pomysł, żeby pobiegać - no może natchnieniem do tego była moja koleżanka Michalina; ta to dopiero ma kondycję - ale w szczególności dlatego, że czułam jak się pocę, i oczami wyobraźni widziałam jak za moją biegnącą postacią zaczynają lecieć wszystkie ciastka, cukierki, czekoladki, chipsy, frytki i innego rodzaju fast-foody, które pożarłam w ostatnim czasie. Czasami nawet się odwracałam, żeby zobaczyć i się przekonać, czy faktycznie niczego nie gubię z kieszeni bluzy - nie było nic, prócz żwirowej drogi. Mówi się, że CIASTKO: 1 minutę w ustach, godzinę w żołądku i całe życie w biodrach. Otóż ja czuję, że moje ciacha zostały zgubione. gdzieś w parku.
Lecę.. Paa
 

 
Było cudownie!
Mieliśmy siedzieć w domu, ale ja czułam, że on coś kombinuje. To nie było w jego stylu. On jest taki romantyczny.
Przyjechał, wręczył mi bukiet moich ulubionych kwiatów, gerbery, i czekoladki.
- Dziękuję. - Pocałowałam go w usta.
- Nie ma za co, Kochanie. - Przytulił mnie. - A Ty.. nieuszykowana?
- Coo? Mieliśmy posiedzieć w domu.
- Włóż na siebie coś ciepłego. Chcę Ci coś pokazać.
- A cooo? - Zapytałam. "Pokazać? Mieliśmy siedzieć w domu. Jestem nieuszykowana, wyglądam jak potwór", pomyślałam.
- To niespodzianka. - Uśmiechnął się nie pokazując zębów.
- No powiedz. - Nalegałam.
- Z tego co mi wiadomo, to niespodzianka nie jest niespodzianką, jeśli osoba, którą chce się zaskoczyć, wie czym jest dana niespodzianka. - Zaszczycił mnie perlistym uśmiechem.
- Świnia z Ciebie, wiesz?
- Wiem. I za to mnie kochasz.
- Jak ciepło mam się ubrać? Będzie mi bardzo zimno?
- Nie wiem. Ubierz się grubo, najwyżej coś zdejmiesz. - Uśmiechnął się przy tym figlarnie.
- Okay, okay.
Ubrałam białą koszulkę, na to czerwony sweterek, wzięłam jeszcze Kamila bluzę, którą mi kiedyś dał jak było mi zimno; tak tu u mnie została, czasami karzę mu ją założyć, żeby przesiąkła na nowo jego zapachem, a czasem jak jesteśmy u niego w kawalerce, to psikam ją jego perfumem.
Ruszyliśmy. Jechaliśmy drogami kompletnie mi nieznanymi. Nie wiedziałam dokąd jedziemy. wiem jedno; jechaliśmy gdzieś za miasto.
Przystanął przed jakąś rzeką. Słońce jeszcze nie zaszło, było więc jasno. Byliśmy na jakimś polu. Dookoła nie widziałam żadnych domów, żadnych oznak życia. Nad ową rzeką rosło drzewo; stare, kruche, ale silne. Pod drzewem był rozłożony koc, obok stal kosz piknikowy. Mój romantyczny Kamil. Nie mogłam trafić na nikogo lepszego.
Wysiedliśmy z samochodu. Szliśmy w stronę "pikniku", trzymając się za ręce.
- Kamil.. - Szepnęłam, ściskając jeszcze mocniej jego dłoń.
- Nic nie mów. Ciesz się tą chwilą. - Odparł puszczając moją rękę i obejmując mnie ramieniem, tak bym mogła się w niego wtulić.
Doszliśmy. Usiedliśmy na kocu. Otworzył kosz piknikowy i wyjął z niego truskawki ( giganty ) i czekoladę w jakimś wiaderku, wyglądała jakby była gorąc, bo parowała. Wziął jedną truskawkę, umoczył ją w słodkim płynie, spojrzał na mnie świecącymi oczyma, i skierował ją ku moim ustom. Ugryzłam to cudo. Mmm.. Rozpływało się w ustach. Uczta dla podniebienia. Pocałowałam ją w usta.
- Nie możesz tego robić. - Powiedziałam rozmarzona.
- Czego?
- Rozpieszczać mnie tak.
- Robię to, bo Cię kocham.
- Ale ja nie wiem, jak mam Ci się za to wszystko odwdzięczyć.
- Tylko mnie kochaj. - Jeden z naszych ulubionych filmów.
- Kocham, kocham. - Pocałowałam go.
Siedzieliśmy tak w milczeniu, aż zaczęło zachodzić słońce. Wtedy sięgnął do koczyka, z którego wyjął czerwone wino i dwa kieliszki.
- Chcesz mnie upić?
- Yhymm. A później Cię pożrę umazaną w czekoladzie. - Uśmiechnął się szeroko. Sięgnął dłonią do mojego prawego policzka i kciukiem otarł kącik moich ust, zbierając z niego czekoladę. Oblizał palec i uśmiechnął się figlarnie. Zarumieniłam się; nawet jeśli to zauważył nie dał po sobie poznać. Otworzył wino i nalał do mojego kieliszka, podał mi go, nalał sobie i usiadł obok mnie.
- Za co pijemy?
- Za Ciebie, Aniele.
Stuknęliśmy kieliszkami i napiliśmy się trochę.
- To co chciałeś mi pokazać?
- Właśnie to. Ten piękny widok. I to, co dla Ciebie zrobiłem.
- To wszystko jest cudowne. Już nie będę Ci powtarzać jak bardzo Cię kocham, bo chyba za często to mówię.
- Lubię, kiedy mi to mówisz. Uwielbiam Twój głos, kiedy to akcentujesz. Nie przeszkadza mi to. - Pocałował mnie namiętnie. Chwytając moją twarz w swoją dłoń. Ja mierzwiłam jego włosy, czując jak te prześlizgują się pomiędzy moimi palcami.
Dzisiejszy zachód słońca był o wiele piękniejszy niż wczorajszy.
Żółto-pomarańczowo-czerwone niebo odbijało się od spokojnej tafli wody.
Było cudownie. I wcale nie tak zimno. Przy Kamilu było gorąco.
Kocham Go. ♥
Dobranoc.
 

 
No więc.. Było oczywiście tak jak przewidywałam. Tata nie pukając wchodził do mojego pokoju. Trwało to tak jakoś do 1:30. Później mieliśmy już spokój.
Leżeliśmy w moim łóżku. Przytuleni do siebie. Zapaliłam małe świeczuszki i porozstawiałam po szafkach w moim pokoju. Nie wiem co mną wiodło. Chciałam, żeby była miła atmosfera.
Zaczęliśmy się całować. Dość namiętnie. Wodziłam ręką po jego gołym torsie. Nie chciałam "tego" robić. Przerwałam pocałunek, tak cudowny pocałunek. Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Kamil chyba wyczytał z moich oczu to co chciałam mu powiedzieć.
- Nie śpieszmy się, dobrze? Jest pięknie i nie chcę tego psuć seksem. - Powiedział, czytając mi w myślach.
- Ja też, przepraszam. - Odparłam, całując go w policzek.
- Nie przepraszaj. - Uśmiechnął się figlarnie. - Rozumiem, że nie możesz mi się oprzeć. - Wyszczerzył zęby.
- To znaczy, że ja nie jestem dość seksowna, że się opanowujesz? - Zapytałam dla żartów.
- Jesteś seksowna. Nawet nie wiesz jak bardo mnie podniecasz. - Mimo tego, że nie było zbyt jasno zauważyłam, że się lekko rumieni, ale udawałam, że tego nie widzę.
- No. Masz szczęście.
Przeleżeliśmy tak jakąś godzinkę, aż w końcu zasnęłam w jego ramionach.

* * *

Dzisiaj moje urodziny. Dostałam od rodziców po czekoladzie i pieniądze na swoje wydatki. Nikola dała mi ręcznie robioną laurkę. Jest piękna. W kształcie koślawego serca
Za 20 minut ma przyjechać Kamil. Spędzimy ten wieczór razem. Nawet Nikusia nie będzie nam przeszkadzać.
Zdam relacje
Paa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiejszy dzień był udany. Z rana poszłam do pracy. Mam gwarantowaną "posadę" u starszej znajomej, robię przy kwiatkach. Sadzę, sieję, zrywam, robię bukiety kwiatów, jednym słowem: kwiaciareczka. Ręce mi się od tego niszczą, tak jakbym zrzucała starą skórę, a zamiast nowej, lepszej jest jeszcze gorsza, sucha, niczym zeschnięte płatki róż opadające na obrus, hacząc go swoimi ostrymi i kującymi "pazurkami", niszcząc go. Ale do stałam pieniądze i jeszcze truskawki. Agnieszka, moje "szefowa" tydzień temu urodziła Matyldę. Słodziutką, niczym truskaweczki, piękną, niczym kwitnąca wiśnia, kruchą, niczym ususzony zatrwian. Matyldę. Malutką Matyldę. Gdy ją zobaczyłam na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i z moich ust wypłynęły wszelkiego rodzaju uchy, echy, ochy i achy, a kiedy chwyciła całą swoją malusieńką dłonią, swoimi kruchymi paluszkami mój palec wskazujący na jej twarzy malował się szczery, bezzębny uśmieszek. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądało moje dziecko. Boję się czasami, że tak jak moja ciocia nie będę mogła mieć dzieci. Umarłabym. Nie miałabym sensu żyć.
Później pojechaliśmy z moimi rodzicami, Nikolą i Kamilem do mojej cioci, która mieszka na wsi, daleko za moim miastem, Poznaniem.
Mój ukochany i ja poszliśmy na długi spacer w miejsca mi doskonale znane, gdyż w dzieciństwie przyjeżdżałam tu na wakacje do kuzynki, która już teraz ma męża, dwóch ślicznych bliźniaków, i mieszka w Londynie, a jest ode mnie starsza o 2 lata. Usiedliśmy na ławce; starej, kruchej, malowanej zawsze na niebiesko, rutynowo co 5 lat. Mieliśmy przed sobą piękne niebo. Wydawało się, że za chwilę miałoby się rozpadać, ale mi to wyjątkowo nie przeszkadzało. Chmury unosiły się nad ziemią nisko, niemal dotykając ziemi, wyżej chmury były jakby postrzępione; sprawiało to wrażenie jakbyśmy byli w Zakopanem, a nie na jakiejś wsi za Poznaniem. Wyżej było żółto-pomarańczowe niebo, a jeszcze wyżej kłębiły się szare, deszczowe, ale piękne, chmury.
Opowiedziałam Kamilowi o Matyldzie; o jej pięknych zielonych jak źdźbła trawy oczkach, wpatrujących się we mnie, o jej uśmieszku skierowanym do mnie, i jej malusieńkich rączkach, nóżkach i jej całym drobnym ciele.
- Nasze dziecko będzie ładniejsze. - Powiedział, po czym się uśmiechnął i spojrzał na mnie. - Jak będzie miało taką śliczną mamę.
- Chcesz mieć ze mną dziecko? - Zapytałam, bo zdziwiła mnie jego otwartość. Mógł przecież żartować, dlatego chciałam się upewnić.
- Nie jedno. Będziemy mieć swoją małą gromadkę, która będzie tuptać swoimi małymi stópkami i płakać po nocach. Później jak dojrzeją będą uciekać z domu, my będziemy się na nie złościć, będą krzyki, trzaskanie drzwiami, a później będziemy się godzić. - Umilkł na chwilę, gdy mi to mówił patrzył mi głęboko w oczy. - Tak jak powinno być w prawdziwej rodzinie.
- Wiesz, że musi być najpierw pierścionek? - Szturchnęłam go. Żałowałam, że zadałam to głupie pytanie. Było tak romantycznie, a ja to zepsułam. Tak mi się wydawało.
- Będzie.
- Wiesz, że żartuję?
- Wiem, ale ja nie żartuję. Chcę, byś była moją żoną, i, żebyś była matką moich dzieci. Nie masz wyjścia, Aniele. - Uśmiechnął się.
- Kocham Cię. - Wyszeptałam, tuląc głowę w jego szyi.
- Ja ciebie też. Tak tu pięknie.
- Mhh. Z Tobą wszędzie jest pięknie. - Pocałowałam go w policzek, wdychając jego, tak cudowny zapach.
- Wiesz co jest piękniejsze od Ciebie?
- Mam się obrazić?
- No może.. jest na drugim miejscu. Zaraz po Tobie. Pasuje? - Podniósł brew i uśmiechnął się czarująco.
- No co jest, takie piękne?
- Zachód słońca odbijający się w Twoich oczach. To takie... Brak mi słów, sama widzisz. Samo "piękne" tutaj nie wystarczy. Są jak.. - Chwilę milczał szukając odpowiedniego słowa, wciąż patrząc mi w oczy. Milczałam. Zawsze pięknie o mnie mówił, jak poeta. - Mam! Są jak witraż, tysiące różnych kolorów, malujących się w Twoich oczach, tworzących obraz zachodu słońca. Mogę jednocześnie patrzeć w Twoje niebieskie i głębokie jak ocean oczy, i jednocześnie obserwować mniej przyjemny, niż Twoje oczy, zachód słońca.
Pocałowaliśmy się. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Niestety zadzwoniła moja komórka.
- To mama. - Powiedziałam do Kamila z zawiedzioną miną. Odebrałam telefon. - Hallo?
- Córuś, Kochanie, zbierajcie się powoli. Za chwilę jedziemy. Robi już się ciemno i zanosi się chyba na burzę.
- Okay, mamo. Już idziemy. Pa.
- No, papa.
- Musimy już iść.
Ale nie ruszyliśmy się. Siedzieliśmy jeszcze chwilę i dopiero później poszliśmy. Jak wracaliśmy złapał nas deszcz. Silny. Cieszyłam się, że zaczęło padać, bo mogłam podziwiać Kamila w mokrej koszuli, która kleiła się do jego ciała. Widziałam jego mięśnie, jego silne ramiona i wyrzeźbioną klatkę piersiową. On zerkał na mnie. Całą mokrą. Mokre włosy. Mokra koszulka, przez którą mógł zobaczyć zarys moich piersi i mojego wcięcia w talii. Moje mokre jeansy. Nie spieszyło nam się. Stanęliśmy na środku polnej drogi i zaczęliśmy się całować. Czułam jak serce mi bije. Jak krople ciepłego deszczu uderzają w moje policzki, w moje ramiona, moje ręce. Słyszałam jak, gdzieś w oddali strzela piorun, rozładowując swoją energię na ziemi. Rozległ się huk. Nie przeszkadzało nam to. Słyszałam jak krople deszczu, jeszcze większe i silniejsze, uderzają o nowo powstałe kałuże.
Gdy wróciliśmy do cioci. Rodzice na nas patrzyli z gniewnymi minami. Nie przeszkadzało mi to. Wiedziałam, że Kamil chce ze mną być i to mi wystarczało, żeby stawić im czoła. Nie wyzywali nas, tylko od razu ruszyliśmy w długą drogę powrotną do domu. Nikola już dawno spała. Ja z Kamilem przytuleni do siebie, ana tylnym siedzeniu samochodu moich rodziców. Cali mokrzy, słyszałam jak bije mu serce. Całując się czasami ukradkiem przed rodzicami, którzy byli zmęczeni. Uśmiechaliśmy się do siebie. Oczy mu się świeciły, gdy na mnie patrzył. Był w nim szczęśliwy blask.
Kamil dzisiaj u mnie śpi. Pewnie tatuś będzie znowu wchodził co chwila, pytając się, czy nie jesteśmy głodni, czy nie chcemy herbaty, czy nie mamy za zimno w pokoju, że oboje pod kołdrą w łóżku leżymy, i to do tego przytuleni do siebie.
No nic.. Jutro napiszę, czy faktycznie tak było.
Paa, Pingerowicze.
 

 
Kurde.. Takie piosenki nie są w moim stylu, ale po prostu to samo mi chodzi po głowie


Dzisiaj chłopacy w klasie stłukli nasz kochany wazon, który był z nami przez cztery lata (oczywiście twierdzom, że stało się to zupełnie przypadkiem - "Tak, jasne ", pomyślałam). W końcu w tym roku wychodzimy, więc go jakoś pożegnali. Odwróciłam się do koleżanki, wcześniej wspomnianej Kasi, i mówię:
- Oni to są bardzo niegrzeczni! - Zrobiłam gniewną minę, tak jak to ma w zwyczaju robić nasza nauczycielka od matematyki, a po chwili obie sie roześmiałyśmy.
Od razu przypomniało mi się jaka ja byłam "niegrzeczna" , kiedy to, jak wyjechaliśmy na biwak nad jezioro (miałam wtedy 15 lat), przemyciłyśmy z Zuzią kilka piw, a konkretnie mówiąc to 8 na dwie, na 3 dni, to był mój pierwszy raz. Pierwszy raz piłam alkohol. I szczerze mówiąc nawet mi się spodobało. A najgorsze było to, że nauczycielka (ciekawska żmija!), chodziła po pokojach i szperała po szafkach itp. Zajrzała też do lodówki, gdzie chłodziło się piwo, ale na szczęście Zuzia wcześniej pomyślała i ukryła je "za sałatą!". Hah! ;d
Śmiałyśmy się później, że swój pierwszy raz przeżyłam na biwaku z Zuzią.
Bywajcie, a ja tymczasem "pogoda jest sexy, a ludzie na ulicach pachną..", trochę pośpiewam, tak jakby nikt tego nie miał słyszeć
 

 
Jestem wykończona.. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tuż po zejściu z pingera, zmyłam pazurki (miałam french manicure - sama je robiłam, więc niektóre były koślawe ) i pomalowałam na czereśniowy czerwień . Później wyszłam na spacer z Nikolką i naszym psem Patchem (dość spory owczarek niemiecki długowłosy), z którym staramy się wychodzić codziennie, nie zawsze nam się to udaje. To był dłuuugi spacer. Patch się wybiegał, ja pogadałam z Nikolą jak starsza siostra, przekomarzając się z nią.
W pewnej chwili Nikola spoważniała, pytałam, czy coś ją boli, ale się wypierała.
- A Ty się ożenisz z Kamilem? - Zapytała, co mnie bardzo zaskoczyło.
- Nie, nigdy w życiu się z nim nie ożenię. - Powiedziałam z leciutkim uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałam jednak, dlaczego pyta mnie o takie coś.
- A czemu?
- Bo nie jest kobietą, tylko mężczyzną, więc nie mogę się z nim ożenić, tylko wyjść za niego za mąż.
- A wyjdziesz za niego za mąż? - Dopytywała.
- A dlaczego pytasz? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Aaa.. Bo go lubię. To jak? - Nie dawała za wygraną.
- Nie wiem. To nie zależy tylko ode mnie. Nie jesteśmy ze sobą, aż tak długo. Może kiedyś, jak mnie poprosi o rękę.
- Poprosi o rękę?
- Wtedy chłopak daje dziewczynie pierścionek.
- I już może się z nią żenić?
- Nie no. Ona musi się jeszcze zgodzić.
- A Ty byś się zgodziła?
- Jakoś dużo pytań dzisiaj zadajesz.
- Zgodziłabyś się, czy nie?
- Musiałby się postarać.
- Jak?
- Być romantyczny i oczywiście uklęknąć.
- Aha.
- A dlaczego o to pytasz?
- Taak tylko. - I pobiegła do Patcha.
Uśmiechnęłam się wtedy dziwnie do siebie i sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy bym się zgodziła? Czy w ogóle miał zamiar kiedyś o to poprosić?
Myśląc o ślubie przypomniałam sobie, że rodzice za jakiś miesiąc mają rocznicę ślubu. Musiałam wymyślić jakiś prezent. Coś niepowtarzalnego ode mnie i Nikoli. Coś tylko dla nich, co było tylko ich.
Wpadłam na bardzo ciekawy pomysł. Jak wiadomo kiedyś pisano listy. Moi rodzice również (mama mi kiedyś powiedziała, nawet niektóre mi czytała). Wiem więc, gdzie są. wiem, że to nieładnie, ale wezmę je, skseruję, i zrobię album, gdzie będą również niektóre ich zdjęcia z czasów, kiedy się dopiero poznali, albo kiedy mama była w ciąży. Na końcu same, razem z Nikolą napiszemy list skierowany do nich. Musi być cudownie. Musi!
Ooo! Zanim wręczymy im ten album zorganizujemy im kolację. Razem z Kamilem Nikolę zawieziemy na noc do babci. Ja przenocuje u Kamila w kawalerce.
Ach.. Musi być cudownie; i u rodziców, i u nas. Jeszcze nigdy u niego nie nocowałam. On u mnie zaledwie kilka razy, kiedy tata lub mama wpadali do nas czasami niezapowiedzianie (bez pukania!)
Ale tym razem będziemy tylko sami. Tylko on i ja. Oczywiście zdam wam z tego relacje
 

 
Dzisiaj w nocy spałam, co jest zaskakujące. A jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że odkąd napisałam coś o seksie odwiedziło mnie dość dużo osób. Nie wiem dlaczego.. Kiedy weszłam na pingera miałam dosłownie taką minę
Czy jeśli będę pisać o stosunkach seksualnych będę miała ich jeszcze więcej? Czy teksty o seksie pociągają, aż tylu ludzi?
Nie mam zamiaru pisać o tym, aż tyle. Może czasami jakieś wzmianki, kiedy faktycznie o tym pomyślę, albo coś... Nie jestem niepełnoletnia, w końcu sobotę, 9-tego czerwca kończę 20 lat (huraaa!), więc mogę.
Swoją drogą ciekawe co mnie czeka w moje urodziny. Chciałam zaprosić znajomych do pubu, ale Kamil powiedział, że chciałby ten dzień spędzić tylko ze mną, tak po prostu, w domu. Zgodziłam się, bo mi też zależy na tym, żeby trochę z nim pobyć.
Może dzisiaj jeszcze wpadnę.
Paa
 

 
No cóż, nie spałam przez całą noc, myśląc o.. No właśnie. Nie wiem, czy powinnam to tutaj pisać, to jest w końcu jak publiczne obnażanie się. Czytają to obcy ludzie co daje mi dziwną ulgę, bo gdyby robili to znajomi wiedzieliby wszystko o mnie. Głupio mi jednak, że nie mam komu to wszystko powiedzieć, to wszystko co we mnie tkwi, co we mnie siedzi, co się tam kłębi i wybucha pod osłoną mojego ciała, tak niezauważalne przez innych, ale wyczuwalne przeze mnie.
Głupio mi przed samą sobą, ale równocześnie się z tego śmieję, z moich nocnych myśli.
Chciałabym w przyszłości napisać jakieś książki, które będą wydawane w setkach tysięcy egzemplarzy. To marzenie wydaje mi się trochę nierealne i duszę je w sobie. Nie wie o nim Kamil. Nie wie Zuzia. Nie wie mama. Nikt. Nikt, prócz mnie. No.. teraz wiecie też wy. Nie jest was tak wielu. Prawie nikt nie odwiedza mojego bloga, ale cieszę się z tego, bo mam tę garstkę ludzi, którzy, gdy się nudzą, czytają to co tu się znajduje, to co przedstawia całą mnie.
No więc. Chcę pisać te książki i mam już nawet parę, wydaje mi się, fajnych tematów. Chciałabym pisać powieści o miłości.
Kiedy w nocy nie mogłam zasnąć myślałam o seksie. A konkretnie o tym jakie słowa wylałabym na papier. W sensie.. o stosunku płciowym moich głównych bohaterów. O tym jak zaczęliby się całować, jakby się zachowywali, jakby się poruszali, co szeptaliby sobie do uszu, wyrazy ich min, ich uczucia i doznania, to co myśleliby o sobie nawzajem, odgłosy wydawane przez nich, nawet pogodę. Tak, to dziwne. Wiem.
Wiem, że nie posiadam dostatecznie dużej wiedzy na temat pisania. Nie mam tak bogatego słownika, ani tak bogatej wyobraźni jak Becca Fitzpatrick czy Nicholas Sparks, który opisuje wszystko cudownie, tak realnie. Najbardziej jednak spodobało mi się jego porównanie uczuć dwóch jego bohaterów do dnia i nocy; księżyca i słońca. Ujął to tak pięknie w słowa. Mówiły o tym, że Tak jak słońce nie istnieje bez księżyca, księżyc bez słońca, dzień bez nocy, noc bez dnia, tak tych dwoje nie mogło istnieć bez siebie, bo byli sobie przeznaczeni.
Nie wiem jednak co mam zrobić, by zdobyć tak szeroki wachlarz doświadczenia.
Pierwszym moim postępem było chyba czytanie książek. Nigdy nie lubiłam książek. Do czasu kiedy nauczyciel od polskiego daj nam świetne zadanie; mieliśmy sami wybrać sobie lekturę, jakąkolwiek chcieliśmy, i zaprezentować ją, zachęcić innych, aby po nie sięgnęli. Nie pamiętam już jaką dostałam ocenę, ale pamiętam, że zamiast przedstawić jedną książkę, ja wzięłam dwie; druga była kontynuacją pierwszej (a w zeszłym tygodniu przeczytałam trzecią część; muszę teraz czekać jakiś rok na czwórkę).
Drugim, wydaje mi się, istotnym krokiem było właśnie założenie bloga. To tutaj tak naprawdę dowiedziałam się, że w ogóle potrafię coś, jakoś, może nie idealnie, ale jednak, napisać. Zapamiętuję wszystko, co dzieje się dookoła mnie, żeby móc to później wystukać w guziczki na klawiaturze. Od zawsze byłam spostrzegawcza, ale od założenia bloga, ta umiejętność się wyostrzyła.
Haa.. Teraz tylko nie wiem, co mam dalej robić. Piszę tu sobie, i piszę, i może nawet komuś to się może podobać, ale co dalej?
 

 
Już wróciliśmy
Kiedy prowadził samochód byłam podekscytowana i ciekawa, gdzie mnie zabiera. Odwróciłam się trochę w jego stronę, oparłam się ręką o siedzenie. Patrzyłam na niego i myślałam, jakie to ja mam szczęście, że jest ze mną taki mężczyzna jak on. Staliśmy na światłach, więc odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się, nie pokazywał jednak zębów. Dotknęłam zimną dłonią jego policzka. Zauważyłam, że dostał gęsiej skórki, więc ją wycofałam.
- Nie. - Powiedział.
- Co "nie"? - Zapytałam niepewnie.
- Możesz mnie dotykać. Znaczy.. chcę czuć Twój dotyk. - Zaszczycił mnie swoim perlistym uśmiechem. Uśmiechnęłam się i przybliżyłam do niego, tak, by go pocałować. Zaświeciło zielone, więc spokojnie ruszył.
Wciąż na niego patrzyłam.
- Wiesz, że Cię kocham? - Powiedziałam, nieco głośniej niż szeptem.
- Tak, wiem. Ja Ciebie też. - Chwycił mnie za rękę. Tylko na chwilę, bo zaraz musiał zmienić bieg.
Dokładnie znałam to miejsce. To tutaj się poznaliśmy. To ten park.
Zaparkował, zgasił silnik, odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął. Nie wiedziałam co kombinował. Odpiął pas, wysiadł z samochodu i przebiegł przed maską. Gdy doskoczył do drzwi od strony pasażera z dumnym uśmiechem i otworzył mi drzwi, odpięłam pas. Podał mi rękę i wysiadłam. Wtedy czule mnie przytulił, niemalże tak samo jak na rano w "mojej przestrzeni", ale tym razem mocniej. Zamknął za mną drzwi i zaraz otworzył tylne, aby wziąć nasze kurtki. Założył mi moją, po czym sam ubrał swoją. To wszystko działo się w milczeniu.
- Idziemy? - Spytał czarującym głosem, chwytając mnie za rękę. Nasze dłonie splotły się ze sobą. Były idealnie dopasowane.
- Tak. Ale dokąd? - Odparłam.
- Zobaczysz. Chcę Ci coś powiedzieć.
- Okay. - I zapadła cisza. Wiedziałam, gdzie idziemy. Do ławki, na której siedzieliśmy wtedy razem. Doszliśmy i usiedliśmy. Objął mnie prawą ręką, a lewą położył na mojej talii. Ja go chwyciłam w całym tułowiu i oparłam głowę na jego prawej piersi. Emanowało z niego takie ciepło. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Było przyjemnie, ale bałam się tego, co takiego chce mi powiedzieć.
- Więc.. O co chodzi? - Zapytałam z zamkniętymi oczyma.
- Zdania nie zaczyna się od "więc". - Chciał chyba rozluźnić atmosferę, ale zrezygnował. - Przychodziłem tutaj codziennie, odkąd się pokłóciliśmy. - Uniosłam lekko głowę, aby zobaczyć jego wyraz twarzy, na której malował się niepokój. Pocałował mnie delikatnie w czoło. Podniosłam się i usiadłam trochę wygodniej. Widziałam teraz jego profil. Odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał mi prosto w oczy. Zinterpretował moje milczenie jako znak, że może mówić dalej. - Nie chcę Cię stracić. Nie wiesz nawet, jak bardzo Cię kocham. Jestem z Tobą szczęśliwy i nic tego nie zmieni, a w szczególności jakiś głupi pierścionek.
- Kamil..
- Trudno mi się do tego przyznać - Przerwał mi. - szczególnie przed Tobą, ale płakałem. Każdego dnia. Nie mogłem znieść tych pustych dni, kiedy Ty ich nie wypełniałaś. - Objął moją twarz lodowatą dłonią, aż przeszły mnie dreszcze po całym ciele. - Nie kłóćmy się już, bardzo Cię proszę.
Chwyciłam jego dłoń wtuloną w moją twarz i pogładziłam kciukiem.
- Nie będziemy. - Uśmiechnęłam się. A do oczu napłynęły mi łzy.
- Kocham Cię, Aniele. - I mnie pocałował.
Później wyjaśniliśmy sobie kilka spraw i pojechaliśmy na zakupy. Mieliśmy zamiar zrobić deser dla wszystkich w domu.
Ten dzień był naprawdę cudowny. A ta kłótnia umocniła nas jeszcze bardziej w naszych uczuciach. Kocham go.
 

 
Och.. Dzisiejszy dzień mogę wpisać na listę tych pod tytułem "Najwspanialsze!"
Pogodziliśmy się z Kamilem i mam wrażenie, że się do siebie zbliżyliśmy przez ta całą kłótnie.
Spałam w swoim pokoju. Śniła mi się moja Nikola; prosiła mnie, żebym podała jej sól, tylko tyle pamiętam
Ze snu wybudził mnie, piękny zapach męskich perfum, czuły dotyk czyjejś ręki na policzku i jeszcze czulszy delikatny jak jedwab pocałunek. Wiedziałam, że to Kamil. Chwyciłam więc jego głowę w moje dłonie i pocałowałam go "głębiej" ( chyba każdy wie o co chodzi ). Oderwałam się od niego. Otworzyłam oczy i ujrzałam jego piękne oczy, w których blask nadziei i strachu. Nasze twarze były od siebie dosłownie kilka centymetrów.
- Myślałem, że mnie odepchniesz.. odrzucisz. - Spojrzał na mnie tym swoich niepewnym wzrokiem.
- Nigdy w życiu. - Popatrzyłam mu głęboko w oczy, później zerknęłam na jego usta dając mu w ten sposób niewerbalny komunikat, że może mnie pocałować. Zrobił to. Podniosłam się do pozycji siedzącej, podciągając równocześnie nogi pod siebie, aby mógł usiąść na moim łóżku, gdy to robiłam wciąż się całowaliśmy. Przestaliśmy się całować. Wtedy przylgnęłam do niego, niemalże uwieszając mu się na szyi. Objął nie mocno w całym tułowiu.
- Kocham Cię. - Wyszeptał. Poczułam wtedy jego ciepły oddech, otulający moje lewe ucho. Pocałował mnie w nagi bark. Byłam w samej piżamie składającej się z Koszulki na ramiączkach i spodenek.
- Ja ciebie też. - W tym momencie głos mi się załamał i poczułam jak po moich policzkach spływają gorące i słone łzy.
Kamil odsunął się ode mnie tak, by zobaczyć moją twarz.
- Nie płacz, Aniele. - Wiedział, że uwielbiam jak tak na mnie mówi. Otarł moje łzy swoimi dłońmi. Pierwszy raz widział mnie jak płacze. Pocałował mnie w czoło, tak delikatnie jakby przeleciał po nim piórkiem.
- Przepraszam. - Wyszeptałam.
- Nie masz za co przepraszać. - Powiedział również szeptem. Dotykaliśmy się czołami. - Chcę Cię gdzieś zabrać.
- Gdzie? - Oderwała się od niego i spojrzałam na jego całkowicie poważną twarz, aby coś z niej wyczytać. Nie dało się.
- To niespodzianka. - Zauważyłam, że kąciki jego ust lekko się unoszą w skromnym uśmiechu. - Ubierz się, wymaluj i uczesz, a ja w tym czasie mogę się pobawić z Nikolą. - Tym razem uśmiechnął się trochę szerzej.
- Okay. - Pocałowałam go w usta.
Poszłam do garderoby. Ubrałam stanik a później zaczęłam się zastanawiać co mam na siebie włożyć. Słyszałam rozbrajający śmiech tego małego szkraba, którego gilgał mój ukochany. Postanowiłam, że założę tę czerwoną bluzeczkę, którą kupiłam w dniu poznania się z Kamilem, do tego skórzana, beżowa kurtka. Na dół wybrałam szare rurki i kremowe jazzówki.
Później przeszłam do malowania. Zrobiłam niegrube kreseczki na górnych powiekach eyelinerem, następnie tusz do rzęs, kuleczki brązujące do podkreślenia kości policzkowych i balsam na wysuszone usta. Lekko falujące włosy wyprostowałam, są teraz długie, tak do połowy pleców. Nie lubię mieć rozpuszczonych włosów, ale zrobiłam to dla niego, bo mu się tak podoba. Na koniec popsikałam się perfumem, który wczoraj dostałam od mamy na dzień dziecka. Założyłam pierścionek od babci.
Jestem już gotowa, ale poprosiłam go, żeby jeszcze dał mi chwilkę. Musiałam się tym z wami podzielić.
Nie wie, że prowadzę bloga, ale kiedyś wszystko mu pokażę.
Zerkam czasami na niego znad laptopa i widzę jak leży na moim łóżku wyczerpany przez Nikolę. Prawą rękę ma za głową, lewą położoną na brzuchu. Patrzy wciąż na mnie uśmiechając się szeroko. Ja też się uśmiecham.
Ciekawe gdzie chce mnie zabrać. Dobra musimy lecieć. Później, jak będę miała dość siły to napiszę.
Paa
 

 
Nie wytrzymuję już! W głośnikach rozbrzmiewają basy i muzyka Papa Roach "The Enemy". Ostra i poszarpana muzyka. Kocham.


Kamil zadzwonił. Mam wrażenie, że nasza "znajomość", którą do tej pory nawiązaliśmy rozpada się niczym domek z kart po podmuchu wiatru. Nie chcę go stracić. Przez cały czas nachodzi mnie taka gorąca fala pytań i uczuć związanych z nimi. "Co by było gdyby.." Otóż nic by nie było. Liczy się to co jest teraz. A teraz nie ma nic, prócz pustki w moich sercu i potoku myśli w mojej głowie! Nie mogę dłużej tego znieść.

* * *

Kasia do mnie dzwoniła i mówiła, że ten kolega pisze wciąż tylko o sobie. I zadał jej tylko cztery pytania na 19 SMSów. Tak to tylko "Nie wyrabiam..", "Nie mogę się doczekać..", "Zjadłbym..", "Na tym kursie to..."
Współczuję jej, ale ja właściwie mam gorzej
Mam nadzieję, że to się niedługo skończy i pogodzimy się z Kamilem.

* * *

Jak jechałam autobusem do domu ze słuchawek wydostawała się akurat piosenka Linkin Park "The Messenger".


Kiedy tak tego słuchałam czułam uścisk w gardle, jakby ktoś za nie chwycił i nie chciała puścić. Okropny ból. Musiałam się powstrzymywać, żeby się nie popłakać. Wokół siedziało pełno ludzi, a ja pogrążona w natłoku własnych myśli, zamknęłam oczy i odchyliłam głowę na oparcie siedzenie. Chwilę tak leżałam. Nagle otworzyłam je i strzeliła we mnie jasność, od których zaczęły mnie trochę boleć oczy. Gdy ból ustąpił zauważyłam, że przed sobą mam okienko w poddaszu autobusu. Widziałam błękitne niebo, które w pewnych miejscach przysłaniały chmury. Szare. Gniewne. Cholerne chmury! Wczoraj przez nie nie wyszedł mi spacer. Lało jak z cebra. Dziś na szczęście jest ładniej niż wczoraj, więc może dzisiaj uda mi się wyrwać w mroczną otchłań nocy.

Jakby Kamil zadzwonił to dam znać na pingerze..
Paa...
 

 
Moja koleżanka prosiła mnie o pomoc, a ja nie bardzo wiem jak mam jej jej udzielić. Mianowicie:
nie ma chłopaka już przeszło dwa lata i jak na razie nie szuka, ale zaczął do niej pisać taki to kolega koleżanki. Ona nie chce wyjść na wredną i bez uczuć, ale też nie ma zamiaru z nim pisać w nieskończoność. Jest naprawdę urocza i głupio by było gdyby się chłopak w niej zakochał
Kasia twierdzi, że może jak On pozna ją "bliżej" to się odczepi; słucha rocka, ciągle czyta książki, w przyszłości chciałaby mieć chłopaka, który nie pali, nie pije i ma ambicje i plany na swoją przyszłość. Jest to trochę nierealne, ale nic nie da się zrobić, nie da się jej wybić tego z głowy. Ona jest po prostu inna. A On wygląda na takiego co słucha Hip-hopu, pali, pije, baluje itp.
Jak go może najszybciej i najdelikatniej spławić?
Proszę o pomoc w imieniu Kaśki
 

 
Tabletka zadziałała jak narkotyk. Uspokoiła i ukoiła okropny i rozdzierający ból brzucha. Odprężyła, czułam się zrelaksowana, może nawet wezmę dzisiaj długą kąpiel, nie przejmując się tym, że wszyscy będą chcieli wejść do łazienki. Wezmę ze sobą bezprzewodowe słuchawki i książkę.
Chyba po raz pierwszy od kilku godzin się zaśmiałam, a to tylko przez głupi tekst o blondynce, który opowiedział mi tata.
- Co znaczy jak blondynka ma odrosty? ^^
- Nie wiem. Co?
- Że mózg jeszcze walczy!
Nie przypuszczałabym, że takie coś na mnie zadziała. Ale później ze strony wszystkich rozpłynęła się wielka fala żartów, zagadek, głupich tekstów i tego typu rzeczy.
Mimo wszystkich starań rodziców o optymistyczną i radosną atmosferę w domu czuję, że coś nie gra. Kilka tygodni temu byłam świadkiem kłótni rodziców. Oboje mają romanse, ale nie fizyczne. Zdradzają się nawzajem z pracą. Rozumiem to, że są tacy zapracowani, bo chcą zapewnić mi i mojej młodszej siostrze byt, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio pojechaliśmy razem do kina, na basen, na piknik, czy chociaż na wspólne zakupy. Ja to przeżyję, ale moja Kochana Nikola, która ma 7 lat może znosić inaczej rozterki rodziców.
Boże! Jakie to wszystko jest irytujące! Nie mogę już tego znieść.
Chciałabym cofnąć się o tych cztery lata i znów poczuć jak to jest być kochaną córką.

* * *

Kamil zadzwonił, ale to chyba pogorszyło całą sytuację. Mam nadzieję, że nasz związek się nie rozpadnie przez kłótnię o - tak dowiedziałam się o co - jakiś głupi pierścionek. Chciał mi go kupić, a ja się sprzeciwiałam, bo nie lubię być przez niego obdarowywana.
No proszę! w słuchawkach rozbrzmiewa nasza ulubiona piosenka, zaledwie 15 sekund tego cuda, a ja już ryczę.


Podczas, gdy ja będę się opychać czekoladą i chipsami, beczeć jak bóbr i czekać, aż na niebie pokaże się ostry jak kosa księżyc w otoczeniu migoczących i mieniących się gwiazd, które mam nadzieję będzie widać, chyba że przysłonią je te cholerne, kłębiące się chmury, z których zapewne zaczną strzelać ogniste języki i zacznie padać gwałtowny deszcz, życzę wam dobranoc i miłej nocy...
 

 
Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jestem senna. Pokłóciłam się z Kamilem, zapewne o jakąś błahostkę, a na dodatek boli mnie brzuch. Czuję jakby promieniowanie, które przechodzi przez całe moje ciało. Próbuję myśleć o czymś innym, ale to nic nie daje.
Chciałabym teraz skoczyć w jakąś przepaść, lecieć tak, lecieć i być pełna wiary, że ktoś przyjdzie i mnie uratuje. Mówiąc "ktoś" mam na myśli Kamila.
Jestem twarda i mimo, że teraz łzy spływają mi po policzkach i ocieram je wciąż wierzchem dłoni, nie dam po sobie tego poznać. Czuję się powoli jakbym wracała do starego życia; sama, zamknięta i odosobniona w swoim pokoju czekam, aż ktoś mnie wybawi i wyciągnie z tego zakurzonego i zapuszczonego miejsca, które nazywane jest przez moją mamę "moją przestrzenią".
Zrobiłabym coś ze sobą, ale zupełnie nie mam pomysłu co. Nie mam się do kogo zwrócić o pomoc. Miałam iść dzisiaj do Zuzi, ale przyjeżdża do niej Piotr i nie chcę im przeszkadzać. Oni to są dopiero szczęśliwi. Nie mają prawie żadnych sporów. Tylko trochę się sprzeczają, ale to tak do żartów. Mimo, że u mnie nie jest za ciekawie, to dziękuję Bogu, że ich do siebie stworzył. To takie ich przeznaczenie i ja w to wierzę.
Tymczasem ja wezmę tabletkę, położę się do łóżka, odpłynę w swój, nikomu nieznany świat, słuchając przy tym smentnych piosenek, doprowadzających mnie po raz kolejny do łez, których nie będę mogła opanować. Jak na razie to ja marzę tylko, żeby ten straszliwy ból minął oraz żeby Kamil zadzwonił. Jeśli tak się jednak nie stanie będę czekać na ciemną noc, podczas której wszyscy domownicy śpią, a ja wymykam się na długi spacer, bo tylko wtedy myślę naprawdę racjonalnie patrząc na gwiazdy i księżyc.
Pa..
 

 
Gdy zaproponował już mi te lody podeszliśmy do wcześniej wspomnianej budki.
- Dzień dobry. - Powiedzieliśmy równocześnie do pana stojącego po drugiej stronie "lady". Nasze głosy zlały się wtedy w jedną, pięknie brzmiącą całość.
- Dzień dobry. - Odpowiedział sprzedawca. Wyglądał trochę komicznie; był przy tuszy, miał gęste wąsy i ubrany w fartuszek w pionowe, kolorowe linie, wszystko wyglądało śmiesznie.
- Ja poproszę jedną gałkę śmietankowych z polewą czekoladową. - Powiedziałam.
- Dla mnie to samo. - Zwrócił się do Niego Kamil. Później spojrzał na mnie. - Ja też lubię śmietankowe. - I padł jego nieziemski uśmiech.
Gdy lodziarz wykonał swoją pracą - jakkolwiek to zabrzmiało - udaliśmy się na spacer po parku.
Rozmawialiśmy wtedy o wszystkim; o muzyce, filmach, książkach, rodzinie, swoich przemyśleniach i tego typu rzeczach.
A teraz siedzę i patrzę jak sobie drzemie na leżaczku. Jest piękna, słoneczna pogoda, słychać śpiew jaskółek i szum wiatru, więc postanowiliśmy, że posiedzimy trochę na dworze. Ja się opalam czytając a to bloga a to książkę, a On śpi sobie słodko w cieniu drzewa.
Jesteśmy ze sobą już dwa miesiące, a może dopiero. Mam wrażenie, że to z Nim spędzę swoje najbliższe lata. Mieliśmy oczywiście wzloty i upadki, ale na daną chwilę jest cudownie.
Muszę jeszcze powiesić pranie więc zmykam. Może jeszcze dzisiaj wpadnę.
Paa
 

 
Hejo
Przepraszam, że wczoraj nie napisałam, ale komputer mi się zepsuł. Dopiero dzisiaj naprawił się, w jakiś cudowny sposób, kiedy tata z niego korzystał. Nie wiadomo dlaczego, ale Mój tatuś ma jakąś magiczną moc naprawiania komputerów. Nie żeby się na nich znał, po prostu siada przy nim, a on jakby specjalnie na jego życzenie, naprawia się.
Miałam dopisać co się działo dalej w parku. Jakie słowa wypowiedziała Zuzia, które mną wstrząsnęły. Nie spodziewałam się tego po Niej, bo Ona wie jaka ja jestem skryta i nieśmiała. Wiedziała jak się boję obcych, że nie lubię nawiązywać nowych znajomości. A jednak mnie zaszokowała.
- Słuchaj Corni. - Zawiesiła głos i wzięła głębszy oddech, jakby się mnie bała, - Ja i Piotrek chcieliśmy iść jeszcze na jakiś krótki spacerek. - Spojrzała najpierw na Niego, a później na mnie. - Będziesz tu jakiś czas z Kamilem? To potrwa jakieś 15 minut. - Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem i już wiedziałam, że nie mogę jej odmówić.
- Jasne. Nie ma sprawy. - Powiedziałam lekko drżącym głosem. Miałam nadzieję, że Kamil tego nie wyczuł.
- Ok. Dziękuję. - Pocałowała mnie czule w policzek. Zawsze mi tak dziękowała, kiedy Jej na czym bardzo zależało. - Kochana jesteś, wiesz? Mówiłam Ci to kiedyś?
- Nie. chyba nie. - Powiedziałam dla żartów, chociaż prawda była zupełnie inna. Często mi to powtarzała.
Piotr i Zuzia wstali i się szczerze uśmiechnęli. Pasowali do siebie. Ona miała śliczne szmaragdowe oczy, kruczoczarne włosy do ramion, które Jej się pięknie falowały, kilka pieprzyków na twarzy i piękny, szczery uśmiech, sięgający od ucha do ucha. On za to oczy miał szafirowe, włosy krótkie i uśmiech bardzo podobny do uśmiechu Zuzi.
Kiedy ich odprowadzałam wzrokiem myślałam, że to był wielki błąd. Bałam się zostać sama z Kamile. Nie tego, że mógłby mi zrobić krzywdę, ale tego, że nie będę umiała z nim rozmawiać, jeśli w ogóle będę miała o czym.
Próbowałam nie patrzeć w Jego stronę, ale to było naprawdę trudne. Te jego oczy. Były piękne. Zjawiskowe. Kiedy stał pod słońce były czarne, gdy słońce świeciło na jego profil były brązowe, a gdy promienie słoneczne dawały mu prosto w twarz były jak bursztyn. Śliczne. Po prostu śliczne.
Spojrzała na niego. Uśmiechnął się do mnie i ja, jak to ja, spuściłam wzrok na dół.
Szturchnął mnie wtedy lekko łokciem, prawie tak samo jak kilka chwil temu zrobiła to Zuzia, tyle że, gdy zrobił to On, to serce podskoczyło mi do gardła, zaczęło mocno walić, zaczęło mi się robić gorąco i czułam jak do moich policzków napływa coraz to więcej krwi, sprawiając, że te stają się różowe.
- Nie bój się. - Powiedział. - Nic Ci przecież nie zrobię. - Uśmiechnęłam się, ale nie dlatego, że chciałam, tylko dlatego, że wypadało. - Co ciekawego sobie kupiłaś? - Uśmiechną się ślicznie. Och. Jaki to był piękny widok.
- Czerwoną bluzeczkę, jeansy i balerinki. - Powiedziałam tak po prostu jakbym znała Go od dawna. Spojrzałam na Niego i nagle ten strach, który jeszcze przed chwilą mi towarzyszył, tak po prostu znikł. Odfrunął gdzieś. Jak gdyby nigdy nic.
- Mh. Masz może ochotę na loda? - I znowu ten piękny uśmiech.
- Jasne. - Nie bałam się już. Pamiętam, że pomyślałam, że Zuzia doskonale wiedziała co robi. Co więcej, wydawało mi się, że wszystko to ukartowała, razem z Piotrkiem. Można powiedzieć, że byłam Im za to wdzięczna.

Ale na dzisiaj kończę.
Robię się już powoli śpiąca, a jutro mam sprawdzian, na który za bardzo nie umiem
 

 
Hej
Jestem tu nowa, ale mam nadzieję, że zostanę tu na długo

Jestem też nowa w "tych sprawach". Nigdy nie miałam chłopaka. Nawet się za nimi nie oglądałam. Byłam typem samotnika. Miałam tylko jedną przyjaciółkę, z którą chodziłam wszędzie. Mało się odzywałam.
Wszystko to trwało dopóty, dopóki dzięki Zuzi, go nie poznałam.
Mój - jak mi się zdaje - wymarzony chłopak jest bliskim kolegą Zuźki i Piotra, jej chłopaka, z którym jest już od ponad roku. Dotąd znałam go tylko z jej opowiadań. Zawsze chciałam go poznać. Wyobrażałam sobie to, jak spotykają się nasze spojrzenia. Jestem marzycielką a zarazem realistką, więc wiedziałam, że to się nigdy nie stanie. Nigdy.
Poznałam go w jeszcze lepszych okolicznościach
To było na zakupach, na które pojechałam z Zuzią i Piotrkiem. Pamiętam ten dzień doskonale, w końcu właśnie wtedy go poznałam. Kupiłam wtedy taką śliczną czerwoną bluzeczkę, była zwykła, choć robiła niezłe wrażenie. Wśród moich zakupów były także jeansowe spodnie, fioletowy sweterek i śliczne balerinki z kwiatkami na czubkach butów.
Dzień wcześniej Zuzia powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. Nie chciała jednak zdradzić jaką
Wracając do poznania go, zaczęło się od tego, że siedzieliśmy w trójkę na ławce w parku. Oni rozmawiali o swoich sprawach, dla żartów się sprzeczali, śmiali i wygłupiali. Ja siedziałam obok z głową pochyloną na oparciu ławki, z zamkniętymi oczyma, wsłuchując się w dźwięki wydawane przez przyrodę i rozmyślając o tym, jak fajnie byłoby mieć chłopaka.
Kiedy już tak sobie siedziałam i dumałam zjawił się on. Zuzia mnie szturchnęła, otworzyłam ochy i go ujrzałam.
Miał na sobie czarne trampki, jasne jeansy i koszulę w kratę. Miał ciemną karnację, ale nie był opalony bardziej niż ja. Jego śliczne bursztynowe oczy mieniły się w blasku słońca.
Uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech wywołał radość w mojej duszy. Mam przecież 19 lat i mnie miałam jeszcze chłopaka. Byłam w tym nowa. Wszystko było nowe.
Podał mi rękę i wtedy usłyszałam jego pierwsze słowa. Jego głos brzmiał jakby.. jakby.. Jego głos brzmiał jakby miał za cel otulić i otoczyć mnie szalem bezpieczeństwa. Może mi się tylko wydawało.
- Cześć. Kamil, a ty pewnie Kornelia. Sporo o tobie słyszałem. - Powiedział to wszystko na jednym tchu, tak, jakby wykuł to na pamięć i powtarzał w myślach. Może mi się tylko wydawało.
- Hej. Tak. Miło mi. - Odparłam i posłałam mu niewinny uśmiech. - Mi też o tobie opowiadano. - Kolejny uśmiech.
Miałam ochotę na niego patrzeć i patrzeć, ale sama w duszy sobie mówiłam, że nie powinnam. Odwróciłam więc wzrok w przechodzącą kobietę z psem na smyczy. Szli z stronę budki z lodami.
Wtedy Zuzia mnie zaskoczyła, mówiąc słowa, których po niej bym się nie spodziewała. Przynajmiej nie w takiej chwili.

Ale o tym dopiero jutro..
Muszę przecież mieć co pisać